20 listopada 2025

Rozdział 16.

 

Potrzeba rewolucji — Apel o postęp w Osteopatii — Obiekt Osteopatii — Jak zapewniać przepływ — Definicja śmierci — Jak powstaje ból — Budowa kości udowej — Rozpuszczalne moce życia — Niszczenie bólu — Cel poruszania kośćmi i mięśniami.

 

W obecnych czasach mamy przed sobą niepodważalne zapotrzebowanie na zmianę, na dokonanie postępu w kwestii leczenia chorób. Jesteśmy zadowoleni z uzyskanych wyników i z każdym dniem coraz bardziej utrwalamy wzorce, powtarzając to, co zrobiliśmy wcześniej. Nasze ręce znacznie wyprzedzają pozycję, która powinna być dyktowana myślą.

Od wielu dni prześladuje mnie przeczucie, że grozi nam popadnięcie w niegodną głębszego rozważenia rutynę, sprowadzającą się do zwykłego naśladownictwa. Nie kierujmy się dzisiaj tym, co zrobiliśmy wczoraj, ani jutro tym, co zrobiliśmy dzisiaj, gdyż dzień po dniu musimy wykazywać postępy. W pierwszych dniach wykonaliśmy setki ruchów mięśni i innych elementów systemu. Niektórych pacjentów wyleczyliśmy, a niektórych nie. Nie potrafiliśmy stwierdzić, które ruchy przyniosły korzyść, a które szkodę; mimo to pozwoliliśmy sobie czuć dumę ze sporego odsetka wyzdrowień, uzyskanych metodą prób i błędów.

Na czele naszego oddziału niesiemy flagę postępu i powinniśmy ją uczcić coraz lepszymi wynikami wynikającymi z coraz lepszego stosowania zasad Osteopatii. Musimy unikać kurzu przyzwyczajeń. Musimy tak wyregulować swoje teleskopy i ustawić kompasy, żeby dotrzeć do jeszcze wspanialszych gwiazd, które świecą na piersi wymagającego Nieskończonego. Nawet on nie jest w stanie odnieść sukcesu bez ścisłego przestrzegania praw, które są niepodważalne i absolutne. Skoro tak, to nigdy nie powinniśmy poruszać kością, mięśniem, więzadłem lub nerwem z myślą o uzdrowieniu niedomagającego, lecz robić to w czasie i miejscu wymaganym i wymuszanym przez niepodważalne wymogi. Obowiązkiem operatora nie jest uzdrowienie chorego, lecz takie skorygowanie części lub całości systemu, by rzeki życia mogły dopłynąć do wygłodzonych miejsc. Skoro mowa o irygacji, powinniśmy się zatrzymać i rozważyć, jak często kanały nawadniające mają być otwarte, jak długo słońce życia powinno świecić nad uprawami, odżywiając i witalizując je zgodnie z ich indywidualnymi wymogami. Powiedziałem, że uzdrawianie chorób jest obowiązkiem innego rodzaju operatorów — nie drwali rąbiących drewno ani nie mięśni dających siłę — to zadanie należące wyłącznie do rzek życia. Zbyt duża irygacja jest równie szkodliwa, co zbyt mała lub żadna. Jak dużo jej potrzeba? Oto najważniejsza zagadka do rozwiązania. Płyny i siły życiowe muszą być dostarczone w odpowiedniej ilości, w odpowiednim czasie i w odpowiednie miejsce. Jeśli chodzi o płyn w mózgu, gdy otworzymy rzeki, zostaną wydalone wszelkie dryfujące kawałki drewna i odpady, a organy będą mogły natychmiast wrócić do swoich obowiązków, zgodnie z prawami samego życia.

Przyczyna i skutek są wieczne. W niektórych przypadkach przyczyna nie może być tak duża jak w innych, ale czas pomnaża skutki tak długo, aż zaczną one przeważać nad przyczyną i dojdzie do śmierci. Śmierć to koniec lub całkowita suma skutków.

Proszę czytelnika jedynie o uważne obserwowanie różnych i ciągłych zmian skutków, gdy w grę zaczynają wchodzić kolejne elementy, które dają skutkom przewagę.

Minimum dwa nałożone na siebie elementy mogą spowodować ból. Jednym z nich może być kwas. Dodaj fibrynę, a uzyskasz przyczepność, dodaj cukier, a uzyskasz żółć i uwolnienie bólu za sprawą witalnej (lub żółciowej) zasady działania nerwów produkujących żółć. Dlatego też, gdy cierpimy z powodu skutków jakiegokolwiek opóźnienia w nerwach odpowiadających za wysyłanie substancji odżywczych w odpowiedniej ilości, przyczyną takiego bólu będzie zbyt słaby ruch, który ma wprawiać krew w działanie.

Gdy w formie i funkcji nie panuje idealna harmonia, brakuje nam impetu w ruchu magnetycznym i taka bezczynność prowadzi do aktywności elektrycznej, która ma za zadanie dokonać czynnej destrukcji generowanej przez nerwy motoryczne śmierci. Mamy w tym śmierć przez elektryczność z wszystkimi jej aktywnymi siłami, uzbrojonymi przez laboratorium natury, które rodzi zarówno aktywność życia poprzez magnetyzm, jak i aktywność śmierci poprzez odwieczną siłę motoryczną istniejącą w światach i atomach.

Ponieważ nie jesteśmy skłonni przypisywać Bogu niczego, co by nie było doskonałe, i bylibyśmy wielce oburzeni na kogoś, kto ośmieliłby się w ogóle coś takiego zasugerować, musimy mieć pewność, że nasze czyny są spójne z naszymi słowami. Nie wystarczy ogólnie twierdzić, że Jego dzieła dowodzą Jego doskonałości, bo żeby podać Jego dziełu jakikolwiek lek na chociażby gorączkę, trzeba wprzódy uznać, że Jego praca nad życiem zwierzęcym okazała się częściowo porażką.

Powinniśmy bardzo uważać, by nasze czyny nie umieściły nas na powierzchni błyszczącego słońca niezaprzeczalnych sprzeczności. Sprzeczności w człowieku są wystarczająco złe, a od czasu do czasu udowadniamy jakieś wykluczające się wątki w jego działaniach i postępkach. Ale któż byłby w stanie, nawet gdyby próbował, znaleźć ślad niedociągnięcia lub zaniedbania w kompletnym dziele Boga, w jakiejkolwiek części człowieka — tego arcydzieła architektury, ukończonego ręką Boga na Jego obraz i podobieństwo oraz uznanego przez Niego samego za bardzo dobre? Czy Jego zdanie się liczy? Ile warta jest Jego opinia? Czy nazwałby niekompletną pracę „dobrą”, czy może raczej mógłby być tak zwodniczy, by powiedzieć o czymś, że jest „bardzo dobre” ze świadomością, że to nieprawda? Czyż nie jest jasnym dla rozumnego człowieka, że najpierw musi znaleźć niedociągnięcie w ludzkiej maszynerii, zanim będzie miał prawo zgłaszać sugestie poprawek do dzieła Architekta, który zaprojektował tę maszynerię i przygotował ją do działania?

Mam Ci coś do powiedzenia na temat niezwykłego procesu budowy, który widziałem w wizji, jak się toczy. Ale nie przypisujcie mi zbytniego podekscytowania lub słabości umysłu, o, filozofowie, astronomowie, bóstwa, nauczyciele i prawodawcy! Pozwólcie się poprowadzić przez kilka minut, a rozszerzę Wasze umysły do tego stopnia, że będziecie mogli zarówno zobaczyć to niezwykłe dzieło, o którym zamierzam Wam donieść, jak i o nim usłyszeć.

Dowódca mojego zasobu mądrości musiał wydać rozkaz zatrzymania się, gdy próbuję pojąć jeden z najbardziej tajemniczych i pięknych wytworów natury, czyli efekt pracy Wielkiego Architekta i jego podwładnych nad kością, ludzką z natury, udową z nazwy.

Wyciągnij swój mentalny mikroskop, zwiększ maksymalnie jego powiększenie i przyjrzyj się szczegółom tej niezwykłej budowli. Generał Dowodzący właśnie wydaje rozkaz Swoim podwładnym:

— Uwaga! Oficerowie, piechota i kawaleria! Uformujcie szereg, moi robotnicy, i przystąpcie do wykonania z matematyczną precyzją każdego bloku i każdej poprzecznej listwy, a następnie połączenia ich z drobiazgową dokładnością. Niech wasza praca będzie poprawna i wolna od błędów, gdyż potrzebujemy konstrukcji wykonanej tak starannie, że jeśli Nieskończony Umysł stanie się na chwilę podkomisarzem badającym waszą pracę, przekona się, że wypełniliście wszelkie wymagania dotyczące budowy kości udowej, która jest doskonała pod każdym względem.

Pamiętajmy, że słowo „doskonała” oznacza ni mniej, ni więcej jak podporządkowanie Bogu i wykończenie jego dzieła z absolutną dokładnością.

Widzę przed sobą dowódców dywizji, każdego na swoim miejscu z insygniami swego stopnia. Generał Dowodzący kieruje się do oddziału artylerii:

— Wypełnijcie magazyny siły i ruchu i dbajcie o to, by nie zabrakło w nich tego, co chemicznie czyste i potrzebne do budowy tej wspaniałej struktury, która jest tylko jedną z części większego dzieła zwanego człowiekiem.

Wszystkie rozkazy są wydawane w ciszy i wypełniane bez szemrania. Każdy podwładny przychodzi z tym, co jest konieczne do budowy, a murarze (ciałka) wyruszają z radością, aby zrealizować projekt swojego przełożonego. Mają świadomość, że ich praca zostanie skrupulatnie sprawdzona i że zapłacą życiem, gdy okaże się, że nie spełnili wszystkich wymogów.

Generał Dowodzący mówi do każdego z podwładnych:

— Przenoś swój ładunek i odkładaj w fachowy sposób.

Świetnie wyszkolona armia zabiera się za atomy wybrane przez boskiego inspektora z taką samą starannością, jaką należy wykazać w ich odkładaniu na ścianę na miejsce wskazane we wcześniejszej instrukcji. Wydany rozkaz jest wypełniany przez wszystkich robotników; całe tysiące i miliony słyszą i realizują to polecenie.

— Pracujcie dzień i noc, noc i dzień, aż ta część zostanie ukończona, sprawdzona i odebrana.

Część sił konstrukcyjnych jest zaangażowana w naprawianie uszkodzeń i ubytków, do których dochodzi przez lata śmiertelnego życia. Siły te nie zapominają o poleceniu zachowania czystości, które jest odwrotnością budowy, bo wymaga wyniesienia wszystkich zużytych elementów tej wspaniałej części maszynerii. Podczas pracy nad tą kością udową inne oddziały wypełniają rozkazy zbudowania bliźniaczej kości, aby była pomocnicą tej pierwszej.

Gdy kości znajdą się już na swoim miejscu w ciele i zostaną odebrane jako gotowe, robotnicy będą czekać na rozkaz wyższego rzędu. Powstań, porusz się i na zawsze bądź domem i opiekuj się wspaniałym rezydentem, duchem ludzkim, esencją i sekretem Boga oraz nierozwiązanym problemem wieczności.

Siły życia rozpuszczają wszelkie płyny i ciała stałe od krwi po kości. Funkcje limfy nie są znane. Gdy jakaś ilość krwi wydostanie się z uszkodzonej żyły lub tętnicy i utworzy duży obrzęk, spowoduje tymczasowe zawieszenie sił życiowych. Gdyby nie było klauzuli nakazującej usuwać takie nagromadzenia, natura musiałaby się zatrzymać i przyglądać się ruinom. Rozum każe nam wysnuć wniosek, że obowiązki natury to niekończąca się praca w rozległych cyklach wieczności, zarządzana zmyślnym planem Boga, z mocą transponowania i przekształcania wszelkich substancji, łączenia ich w odpowiednich proporcjach i obdarzania ich takimi cechami i warunkami, żeby efekt pracy był doskonały. Aby rozpuścić kości jedyną penetrującą siłą czyli działaniem kwasu wraz z równie złożonymi związkami zwanymi alkaliami, trzeba przejść do zadań dotyczących rozpuszczania albumin i substancji włóknistych.

Na tej podstawie mamy prawo wnioskować, że natura może w razie potrzeby wytworzyć i wytwarza rozpuszczalniki niezbędne do rozłożenia złogów tkanki włóknistej, kości i wszelkich innych płynów lub ciał stałych, jakie można znaleźć w ludzkim ciele. Jeśli zgodzimy się z tym prawem, musimy uznać jej nieskończoną i doskonałą moc planowania i realizowania swoich projektów — łączenia i tworzenia wszelkiego rodzaju substancji chemicznych, które pozwalają rozpuścić wszystko do najmniej lepkich płynów, zbliżonych mocno w swoich właściwościach do gazów; następnie aplikowania sił renowacyjnych, które muszą pojawić się na czas i usunąć wszystkie martwe, niepotrzebne i przeszkadzające złogi; wreszcie zapraszania ciałek, które przejmą w posiadanie i odbudują naczynia krwionośne, nerwy, mięśnie, przepony, więzadła, skórę i kości we wszystkich ich postaciach, aby życie mogło wrócić do spokojnego i harmonijnego przebiegu i wkroczyć na nowo w pole działania, żeby realizować swoje zadania bez dopiero co usuniętych przeszkód. Natura jest w pełni uzbrojona i wyposażona, by móc wykonać wszelkie spoczywające na niej obowiązki, i bardziej niż chętnie je wykonuje, mając przy tym świadomość, że posłuszeństwo tym ścisłym prawom to jedyna zasługa, jaką można jej przypisać. Nawet najmniej buntowniczy lub niechętny podwykonawca może być początkiem upadku całej armii.

Niech Twoje oczy staną się mikroskopem o największej znanej czułości. Niech Twój umysł przeniknie za pomocą teleskopu rozumu do najodleglejszych i najstarszych myśli. Zobacz zapracowany umysł Boga, radującego się pięknem pracy swoich maszynerii, wycinającego i projektującego wzorce dla ptactwa w powietrzu i ryb w morzach. Nie sposób wtedy przejść obok nawet najdrobniejszej rzeczy, nie wspominając w głowie słów: „Któż by lekceważył chwilę skromnego początku?[1]”. Podlegam od zawsze i na zawsze temu samemu prawu. Najwspanialszy budulec wszystkiego od fundamentów po kopułę to atomy, w każdej wspaniałej strukturze, w której panuje życie. Zwierzęta, ryby, ptactwo, anioły i całe światy składają się z atomów. Są one powiązane w miliony i tworzą nawet najwspanialsze struktury, w tym oko obserwatora, który bez atomów nie byłby w stanie obserwować piękna tych światów. Dlatego bądźcie łaskawi w swoich myślach dla atomów życia.

Jaki jest cel poruszania kości, mięśni i więzadeł, które ograniczają siłę nerwów i tak dalej? Bardzo często odpowiada się, że po to, by otworzyć wszystkie przestrzenie, przez które nerwy, żyły i tętnice przenoszą pierwiastki życia i ruchu. Jeśli tak odpowiesz, znaczy to, że nie znasz odpowiedzi opartej na znajomości podstawowych zasad życia w organizmach i jego sposobów na gotowość do naprawy jakiejś części, organu, kończyny lub całego systemu. Gdy nadmierne nagromadzenie złogów doprowadzi do takiego zakłócenia procesu życia, że skutkiem zaburzenia normalnej harmonii będzie niepokój lub choroba, czy Ty lub ja moglibyśmy czuć się usatysfakcjonowani, gdybyśmy po prostu porządnie potrząsnęli cierpiącym, pociągnęli go za ramiona, nogi, stopy, dłonie, plecy, kciuki i pozostałe palce, a potem solidnie pougniatali klatkę piersiową, kończyny i brzuch, jak robiliśmy i robimy wiele razy w ciągu dnia lub tygodnia? Nie, najpierw trzeba wywołać oczyszczanie, czyli uruchomić limfę i dać jej czas na wykonanie swojej pracy polegającej na rozpuszczeniu wszelkich zanieczyszczeń. Dopiero wtedy możemy oczekiwać efektów procesu rozwoju jako naturalnych rezultatów. Pomyśl tylko: natura wie, jak odsączyć krew z podbitego oka pięściarza. Krew wylała się z pękniętych żył w okolicy i wydostała się poza nie i tętnice. Zwróć uwagę, że w takiej sytuacji natura zaangażuje limfę i inne płyny. Wkrótce czarny skrzep nabierze płynności i z każdym dniem będzie coraz rzadszy i rzadszy, aż pewnego dnia zupełnie zniknie, a twarz i skóra wrócą do normalnego stanu i wyglądu. Jeśli potrafisz wyciągać wnioski, musisz wiedzieć, że natura dysponuje rozpuszczalnikami wszelkich nadprogramowych substancji, które pojawiają się w postaci grudek lub zgrubień na mięśniach, skórze lub gruczołach. To samo prawo dotyczy sztywnych stawów i zmniejszania złogów wokół mięśni, ścięgien i więzadeł. Następnie zmieniamy położenie kości, mięśnia lub więzadła, żeby zapewnić swobodę płynom, czego celem jest rozpuszczenie i odprowadzenie całej zatrzymanej materii i blokujących substancji, aby natura mogła odbudować zubożałą okolicę. Zaczynając od limfy, a kończąc na fibrynie i albuminie, natura przygotowuje i umożliwia każdy krok, a jej starania za każdym razem kończą się sukcesem. Jeśli chcemy odnosić sukcesy jako uzdrowiciele, musimy wiedzieć, że normalność nie oznacza wyłącznie ustawienia kości w normalnych pozycjach, żeby mięśnie i więzadła mogły działać w przydzielonych im miejscach i swobodnie spełniać swoją funkcję w każdej sytuacji. Ponad tym wszystkim kryje się znacznie większa zagadka do rozwiązania: jak i kiedy stosować chemikalia życia zgodnie z zamysłem natury. Skoro można wspomagać życie w procesie usuwania wszelkich przeszkód na drodze do zdrowia, to jaką siłą wywołać limfę, fibrynę, albuminę, kwas moczowy, kwas solny lub jakikolwiek inny płyn z wielkiego ludzkiego laboratorium chemicznego, który ma w sobie wszelkie potrzebne cechy i zawsze robi z nich użytek w pokazowy sposób, gdy zostanie mądrze do tego skłoniony, w każdym miejscu, od zewnętrznej warstwy skóry aż po wnętrze człowieka i życia w całej naturze?

<<Rozdział 15. 



[1] Cytat z księgi Zachariasza 4:10 [przyp. Marcin Machnik]

Rozdział 15.

 

Różne choroby — Normalność i nienormalność — Nerwy i żyły — Jak często leczyć —  Nie uszkadzaj tkanek — Bateria i silnik — Uważaj na sępy.

 

Ponieważ nauka znana jako Osteopatia jest przypisywana mnie, przypuszczam, że jestem w tej chwili najstarszym Osteopatą na ziemi. Myślę też, że poświęciłem więcej uwagi studiowaniu zasad tej nauki niż wszystkie obecnie żyjące osoby razem wzięte. Moim obowiązkiem jako głowy tej instytucji jest przekazać Wam fakty, które poznałem za sprawą praktyki i obserwacji przez dwadzieścia pięć lat walki z wszelkiego rodzaju chorobami tej strefy klimatycznej. Do tego dochodzą wnioski dotyczące położnictwa i chorób kobiecych, chorób dziecięcych, chorób zakaźnych, takich jak odra, krztusiec i wiele innych oraz chorób typowych dla każdej z czterech pór roku. Podejrzewam, że w sumie obejmuje to ponad sto tysięcy przypadków. Sądzę, że dysponując tak szerokim polem obserwacji potrafię powiedzieć, jak i kiedy leczyć skutecznie oraz jak i kiedy leczyć nieskutecznie, jak dużą lub jak małą siłę przykładać oraz jakich dobrych i złych skutków spodziewać się po rozważnych i nierozważnych metodach leczenia. Myślę, że mam wystarczającą wiedzę doświadczalną, by instruować i przestrzegać uczniów Osteopatii każdego dnia, gdy pracują ze mną w klinice od roku do trzech lat. Istnieją pewne choroby, dość nieliczne, w których dopuszczalne są dwa zabiegi tygodniowo, w innych wystarczy zabieg raz na tydzień, a w jeszcze innych raz na dwa tygodnie. Co istotne, leczący ani przez chwilę nie powinien mieć przed oczami dużej liczby zabiegów. Powinien być poinstruowany, aby zawsze pamiętał, że to nieskończona dokładność pracy przynosi oczekiwany sukces, niezależnie od liczby zabiegów. Gdy znamy różnicę między normalną i nienormalną strukturą, to wiemy już dobrze, że naszym podstawowym zadaniem jest przywrócić normalność, a następnie z poczuciem zadowolenia zostawić tę strukturę. Nie zostawiaj jednak nigdy żadnego przypadku, dopóki nie osiągniesz takiego rezultatu. Dlatego znacznie lepiej jest najpierw zaznajomić oko i dłoń z normalnością, bo dopiero potem jesteś w stanie inteligentnie podejść do nienormalności. Najpierw musisz mieć na ramionach normalną głowę pełną zasad normalności, a dopiero potem możemy pokazać Ci nienormalny kark, nienormalne ramię, kręgosłup, kończyny lub piersi. Jesteś w stanie wnioskować porównawczo dopiero wtedy, gdy opierasz się w tym wnioskowaniu na tym, co normalne.

Nauczyłem się z obserwacji, że na przykład w przypadku astmy leczenie częściej niż raz na tydzień lub dwa tygodnie jest niebezpieczną procedurą i zdradza ignorancję niedoszłego filozofa nauk leczniczych. Wiem z doświadczenia, o czym mówię, i jeśli chcesz odnosić sukcesy w tej dziedzinie, zwróć uwagę na pewne rzeczy, które znam i których od Ciebie wymagam. Musisz znać przyczynę choroby i potrafić ją usunąć. Znasz przebieg tętnic, nerwów i żył, więc zanim oderwiesz dłonie od swojego pacjenta, upewnij się, że wszystkie przeszkody na drodze do nieprawidłowo zaopatrzonego miejsca zostały przez Ciebie usunięte. Użyj przy tym tylko takiej siły, jaka jest niezbędna. Uważaj, by nie uszkodzić żadnych delikatnych tkanek, takich jak gruczoły i błony, bo nierozumna głowa i ciężka ręka mogą podrażnić lub obić nerkę, śledzionę, przewód żółciowy, jelito grube lub niektóre naczynia limfatyczne.

Pamiętaj, że nie wzywa się nas po to, żebyśmy obijali jakikolwiek delikatny organ, a to właśnie się stanie, gdy działamy wyłącznie nierozumną siłą i często powtarzamy zabiegi. W każdym przypadku schorzenia wątroby wystarczy rozsądny i mądrze przeprowadzony zabieg raz na tydzień. Bynajmniej nie uważam przy tym, że ignoranckie klepanie ciała w miejscu, w którym powinna znajdować się wątroba, i ugniatanie wnętrzności niczym byk atakujący stóg siana można uznać za leczenie. Inteligentna głowa szybko pojmie, że to łagodna dłoń i delikatny ruch uzyskują pożądany rezultat. Gdy masz do czynienia z chorą wątrobą lub jakimkolwiek innym organem czy częścią ciała, pamiętaj, że najważniejszym urzędnikiem w dowództwie jest odżywiająca tętnica, której muszą asystować nerw ruchowy i regenerująca żyła. Kiedy ci trzej urzędnicy mają pełną kontrolę, a Ty wiesz, że zrobiłeś wszystko, co trzeba było w tym celu zrobić, powiesz pacjentowi:

— Za tydzień cię zbadam i zrobię kolejny zabieg.

Po tygodniu sprawdzisz, czy Twoja praca nie została zakłócona przez żadnego rodzaju nadwyrężenia i dopiero wtedy masz prawo pójść dalej z leczeniem, gdy otaczające tkanki i delikatne włókna miały szansę oczyścić się z martwych i nieaktywnych płynów oraz nieco się odżywiły. Wraz z postępem leczenia możesz przejść do rozleglejszej terapii, nie zapominając o całym systemie odżywiania, który przed oczyszczeniem nie jest w stanie zbyt wiele zrobić.

Każda praczka rozumie prawdziwość tego stwierdzenia. Najpierw zmywa brud z ubrań, a potem nakłada odżywczą skrobię, jak osoba o zdrowym rozsądku. Dopiero, gdy zmyjesz z ciała wszelki brud i oczyścisz je poprzez wydalanie, będziesz w stanie przyjąć skrobię z arterii.

Niewiele godzin dzieli mnie od dwudziestu czterech lat zgłębiania maszynerii ludzkiego życia w celu poznania jej normalnego stanu. Zacząłem od struktury kostnej; następnie zająłem się jej więzadłowymi połączeniami; miejscami przyczepu mięśni; organami, naczyniami i częściami organizmu odpowiedzialnymi za budowę kości, mięśni, więzadeł, błon, nerwów — dodatnich i ujemnych[1], motorycznych i czuciowych, dobrowolnych i mimowolnych, odżywczych i współczulnych. Obowiązkiem tych wszystkich układów jest wytwarzanie i przesyłanie odpowiednich rodzajów sygnałów i substancji. Ewidentna jest tu moc mądrego i precyzyjnego rozmieszczania elementów. Dorównuje ona doskonałości, jakiej architekt wymagałby od majstra budującego świątynię. Chodzi wszak o zbudowanie w logicznym porządku mieszkania dla ducha ludzkiego, które będzie tak idealnie zaprojektowane, by mieszkaniec bez trudu poradził sobie z obsługą wszystkich maszynerii w każdej sytuacji.

W wspomnianych powyżej dociekaniach chodziło mi o poznanie, czym jest ta maszyneria, jak są rozmieszczone jej wszystkie części, jakie są ich funkcje, punkty podparcia, działania i relacje, osobno i razem, oraz jak ta maszyneria funkcjonuje jako napędzana przez moc życia harmonijna całość, która kontroluje wszystkie te elementy i która odpowiada za nadawanie rozumu wszystkim istotom mogącym poszczycić się tym wspaniałym atrybutem.

Obecnie pragnę zaniechać dalszego polowania na części i detale tej maszynerii, żeby ustawić swój teleskop na wyższej pozycji i uzyskać ogólniejszy widok, bo chcę zdobyć większą wiedzę odnośnie tego, jak pracuje to dzieło Nieskończonego Umysłu. Czuję, że dwadzieścia pięć lat nieustannego studiowania elementów ciała, zarówno osobno, jak i w połączeniu, całkiem nieźle przygotowało mnie do przejścia do następnej klasy zgłębiania aktywnych praw życia — dociekań dotyczących prawidłowego lub nieprawidłowego działania całej tej istoty (człowieka).

Swoją naukę zacząłem od kości. Skojarzyłem je ze sobą, śledząc klejące więzadła, które spajają je ze sobą i tworzą sprytne zawiasy do wszelkich celów i zastosowań, do jakich są stworzone kości. Obsługują i wspierają one pasy, taśmy, koła pasowe, fartuchy i wszystkie niezbędne formy miększych elementów tej wielkiej maszynerii, którą operuje owa siła zwana życiem zwierzęcym.

Znajdziemy w tej maszynerii dwa duże i kompletne systemy naczyń krwionośnych, którymi płynie do i od serca płyn. Są to rzeki życia, których obowiązkiem jest przekazanie materiałów do wszystkich częśći ciała bez jakichkolwiek przeszkód.

Śledzimy krew od serca do kolejnego źródła zasobów, które nazywamy maszynerią odżywiania. Widzimy proces, w którym ta odżywcza i nośna krew jest wytwarzana i przygotowywana, a następnie przekazywana do serca i płuc, skąd jest wysyłana do wszystkich części ciała i uzyskuje dopasowane do rezydenta jakości chemiczne.

Stąd mamy „krew życia”, precyzyjną i doskonałą w każdym elemencie i w każdej zasadzie, jak dekrety i rozkazy wielkiego architekta i budowniczego tej maszynerii. Musimy najpierw zaznajomić się z jej normalnym działaniem, bo dopiero wtedy będziemy w stanie zrozumieć lub inteligentnie rozpatrzyć znaczenie słowa „nienormalność”, które oznacza zamieszanie i niedoskonałość we wszystkim, co znane, oraz jest definiowane przez słowa „dezorientacja”, „zagubienie”, „wypaczenie”, „zniszczenie”, „niepowodzenie”, „stagnacja” i „śmierć”.

Gdy skończymy badać kości i ich wzajemne relacje — to, jak pięknie pracują, jak elegancko są przymocowane oraz jak dobrze są uformowane, by przyczepy mięśni i więzadeł miały przemyślne odstępy dla naczyń krwionośnych i nerwów każdego rodzaju i by płyny życiowe i impulsy mogły dotrzeć do każdego najdrobniejszego elementu wspólnej całości — ogarnia nas bezbrzeżne zdumienie i podziw.

Nie sposób nie zadać sobie pytania: „Od kogo lub od czego zależy siła napędowa tego silnika?”. Chodzi o siłę, dzięki której odbywa się cała ta obserwowana w pełnym ruchu wyspecjalizowana praca, gdy w ciszy, heroicznie i z nieskończoną precyzją starannie przygotowane elementy są przeciągane i przekazywane do każdej stacji, na której konstrukcja musi tę siłę przyjąć i zmieszać ją bez szmeru z następną siłą napędową. Ta siła dba o to, by naczynia, kanały i drogi do transportowania wszelkich substancji były oczyszczane przez ożywczą moc niezakłóconego przepływu płynów, których zadaniem jest płukanie, oliwienie, wygładzanie, smarowanie i nawilżanie za pomocą wielkiego systemu akweduktów zwanego układem limfatycznym. Ta siła dba o kości, nerwy, naczynia krwionośne, żołądek, jelita, serce, wątrobę, nerki i każdy ze znanych elementów ciała, zawierający którykolwiek ze wspaniałych i mądrze przygotowanych płynów życia, od atomu poczęcia po narodziny w pełni uformowanego dziecka, młodość, męskość i kobiecość, u wszelkich zwierząt na ziemi, ptactwa w powietrzu i ryb w morzu. Dba także o samą ziemię, wszystkie gwiazdy i światy oraz o aniołów, które szybują wokół „tronu”[2]. Nic z tego nie może funkcjonować bez najwyższej znanej siły (elektryczności), które podlegają dobrowolnym i mimowolnym poleceniom życia i umysłu, napędzającym światy i wprawiającym istoty żywe w ruch.

Naturalnie pojawiają się wielkie pytania. Co jest baterią, która napędza krew, tworzy istoty żywe i utrzymuje formy materialne, by mogły odgrywać swoją rolę jako światy pełne życia? Kto rozumie matematyczne pozycje w przestrzeni i utrzymuje ją poprzez takie dobieranie ruchów i kroków, żeby wszystko odbywało się po kolei i w rytm muzyki, którą da się zaobserwować? Kto dba o tak staranną harmonię wymaganą do poruszania tej przepastnej armii światów w taki sposób, aby nigdy bez rozkazu nie wyrwały się z szeregu, jako że zakłócenie ich porządku mogłoby doprowadzić do upadku i zniszczenia całego wszechświata?

— Uwaga światy! Słońca i planety, formować szyki! Zespół, grać muzykę! Naprzód, marsz! Lewa, lewa, lewa! Nigdy się nie zatrzymywać! — musiał rozkazać wymagający Bóg, gdyż każdy atom jest w ruchu i nigdy nie zatrzymał się na wystarczająco długo, by zrodzić kolejny raczkujący świat. — Dalej, nie zatrzymywać się! — brzmi rozkaz, który zdaje się pochodzić z samych ust i umysłu Boga, jak byśmy to dziś wyrazili, gdyż i w światach, i w istotach żywych jest obecny ruch.

Myśli prowadzą nas do mocy umysłu z wszystkimi jego dziełami i wspaniałościami, będącymi wynikiem doskonale dokładnych rozkazów. Na razie pozostawię Was w toni oceanu myśli z garścią dowodów na to, że dzięki połączeniu mózgu z sercem można dostrzec siłę i źródło, które napędza maszynerię życia. Być może będziemy w stanie powiedzieć więcej na temat tego, co można dostrzec, stając przed teleskopem wymierzonym w najodleglejsze i najskrytsze tajemnice, gdy będziemy starsi i mądrzejsi, aczkolwiek nie jest to pewne. Z braku pełnej wiedzy i z chęci zdobycia nieskończonej mądrości inżyniera zarządzającego muszę na tym poprzestać i wejść w buty spekulującego brata — jak przez całe życie, od pracy do regeneracji. Nie potrafię znaleźć szczęścia w bezczynności. Będę używał pióra i karmił przyszłe umysły najlepiej jak potrafię.

Od czasów Mojżesza do chwili obecnej poprzez edukację i przyzwyczajenie uczymy się wiary w zależność od leków i traktowania ich jako jedynej znanej metody uwalniania od bólu, chorób i śmierci. Nawyk stosowania leków w chorobach przez tak wiele pokoleń wzbudził w nas przekonanie, że nie istnieje inne remedium, a ponieważ umysł trzymał się tej myśli przez tak wiele lat, ludzie czuli obowiązek, wręcz konieczność, podporządkowania się ustalonemu zwyczajowi. Czujemy, że gdy nasi przyjaciele chorują, musimy zrobić coś, by im ulżyć. Gdy domowe środki zawiodą, wzywamy lekarza rodzinnego i przekazujemy mu sprawę, a on zwołuje radę, gdy czuje, że nie poradzi sobie z chorobą. W ten sposób kiedy taki pacjent umrze, członkowie rodziny i przyjaciele cieszą się, że zrobili dla cierpiącego wszystko, co było możliwe. Wykorzystali przecież każdy znany środek leczniczy i całą dostępną wiedzę, więc muszą być zadowoleni z wyniku. Śmierć zwyciężyła, ale oni czują, że spełnili swój obowiązek.

Pragnę powiedzieć absolwentom, którzy za niedługo wyruszą w świat, że gdy zaczynałem w tej dziedzinie, przyjąłem jako fundament swych poszukiwań prawdę, że cały wszechświat, z wszystkimi światami, mężczyznami, kobietami, rybami, ptactwem i zwierzętami, we wszystkich formach i przejawach życia, został uformowany przez umysł nieomylnego Architekta.

Ów Architekt umieścił w ludzkim ciele wszystkie zasady ruchu i życia, wraz z wszelkimi lekami do wykorzystania w czasie choroby. Jeśli wiedział, jak to zrobić, musiał je gdzieś w tej strukturze umieścić, bo gdyby tego nie zrobił, oznaczałoby to, że porzucił swoją maszynerię życia w punkcie, w którym Jego umiejętności miały do wykonania najbardziej kluczową pracę.

Podałem Wam powody, dla których uznałem, że mam prawo testować te boskie umiejętności jako lekarz, lecz muszę zachować ostrożność w swoim podejściu. Od zawsze najbardziej nurtującym mnie pytaniem było: „Jak to zrobić?”. W końcu doszedłem do wniosku, że najlepiej zachować się jak cieśla, który wie, że ma do czynienia z żywiołami i pragnie pokryć stary do nowymi dachówkami. Jeśli zdejmie wszystkie na raz, narazi mieszkańców tego domu na deszcz, grad lub inny żywioł. Mądrze jest więc ściągać je po trochu i na bieżąco zakrywać odsłonięte połacie dachu przed ściąganiem kolejnych.

Wiedziałem więc, że nie mogę zabrać choremu wszystkich dachówek (leków) na raz. Dysponując wiedzą o przyczynie i skutku czułem, że takie posunięcie byłoby zgubne. Gdy spotykałem się z przypadkiem grypy i jako lekarz znałem środki zaradcze na tę chorobę, pojawiały się we mnie pytania w rodzaju: jakie byłoby lekarstwo Boga? Czy Bóg ma sklep z lekami? Czy stosuje na grypę środki uspokajające? Czy używa proszków napotnych, takich jak Dover? Czy używa środków ściągających? Czy na wycieńczenie stosuje alkohol w jakiejkolwiek postaci, a jeśli tak, do czego mu on służy? Dlaczego po zastosowaniu tych samych leków jedna osoba umiera na grypę, a inna zdrowieje? Czy ta zmarła osoba przeżyłaby, gdybyśmy nie podali jej leków? A może to osoba, która przeżyła, miała siłę, by pokonać zarówno chorobę, jak i leki? Sami odpowiedzcie sobie na te pytania, ja nie potrafię. Jedna osoba jest martwa, a druga żywa, to wszystko, co mi wiadomo na ten temat, a mój brat w radzie lekarzy wyraża to samo, mówiąc: „Nie wiem”.

Kiedy w moim pierwszym przypadku grypy wszystkie środki zaradcze zdawały się zawodzić, czułem, że spełniłem swój obowiązek i nie dostanę żadnej nagany, jeśli dojdzie do śmierci. Moja rada zgodziła się ze mną, że ten przypadek musi umrzeć. Bez jakichkolwiek instrukcji czy podręczników, którymi mógłbym się kierować, postanowiłem zdjąć jedną dachówkę z rdzenia kręgowego i sprawdzić, czy nie dałoby się na jej miejsce położyć nowej, bardziej przydatnej. Ku mojemu ogromnemu zdumieniu okazało się, że grypa natychmiast ustała. Ta nowa dachówka zawierała całe opium, whisky i chininę, jakie Bóg uważał za niezbędne do usunięcia choroby. Ta dachówka zlikwidowała ból i gorączkę oraz zatrzymała biegunkę, a moje zaufanie do leków zostało bardzo poważnie zachwiane.

Wkrótce pojawiły się kolejne przypadki grypy i wszystkie zostały wyleczone bez użycia jakiegokolwiek leku zalecanego przez standardowe autorytety. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że prawa Boga są godne zaufania, gdy się je dokładnie zrozumie. Przeprowadziłem badania, by lepiej zrozumieć zjawisko grypy i okazało się, że jest ona skutkiem, którego przyczynę da się odnaleźć w rdzeniu kręgowym lub jego odgałęzieniach, a leczenie powinno być ukierunkowane na przyczynę, a nie na skutek. Czułem dumę, gdyż mogłem obwieścić ludziom, że wszystkie znane leki na grypę są do wyrzucenia, i dać im niezawodny i skuteczny zamiennik, który znalazłem na recepcie napisanej ręką Nieskończonego.

Kontynuowałem tę metodę usuwania starych i zakładania nowych dachówek, aż do całkowitego odnowienia pokrycia domu.

Opisałem tę historyjkę, aby ostrzec studentów Osteopatii przed niebezpieczeństwem załamania się w obliczu trudnego przypadku i odesłania Pacjenta do jakiegoś lekarza od leków, żeby zrobił to, czego oni nie potrafią, a to tylko dlatego, że nie wiedzą, które nerwy są zaburzone przez ucisk, co zmusza ich do przyznania, że to, co mówili o mocy natury do samoleczenia jest fałszem. Są tacy Osteopaci, który próbują leczyć osteopatycznie, ale mają przy sobie lekarza od leków. Po przyjrzeniu się tym Osteopatom okaże się, że są to osoby słabe z wiedzy osteopatycznej, które spędziły w szkole mniej niż jeden rok, zanim zaczęły oferować swoje usługi społeczeństwu. Często na ich reklamach można znaleźć informację, że mają u siebie lekarza medycyny. Oferują wylewne przeprosiny za swą ignorancję i stwierdzają, że robią to, by zadowolić ludzi.

Każdy tolerowany przez Osteopatę lek w jakiejś chorobie zachwieje zaufaniem najbardziej inteligentnych pacjentów i sprawi, że zaczną znacznie mniej poważnie traktować jego słowa, umiejętności i zdolności. Radziłbym mu raczej długo i często moczyć głowę w rzekach boskiej ufności i modlić się do Boga, by się nim zaopiekował wraz z innymi osobami o wątłym umyśle, którzy udają, że wiedzą coś, czego nie studiowali.

Pocieraj głowę i polegaj na swojej znajomości anatomii i fizjologii lub zaprzecz doskonałości i inteligencji Boga i mów: mam w jednej kieszeni Osteopatię, w drugiej tabletki i pusto w głowie. Dużo by jeszcze pisać na ten temat, ale powiedziałem wystarczająco dużo, by ostrzec Cię przed byciem dodatkiem do jakiegokolwiek systemu leków, które są Twoim najgorszym i najbardziej zabójczym wrogiem. Obecnie Osteopatia jest zalegalizowana w czterech stanach i nie musisz narażać swojego zawodu ani godności, sprzymierzając się z jakimkolwiek innym systemem. Amerykańska Szkoła Osteopatii daje możliwość rzetelnego opanowania tej nauki, masz więc solidne podstawy. Chcę, żebyś wrócił z podniesioną głową i ze słowami: „Prowadziłem działalność tak, jak mnie nauczono, bez pomocy i wsparcia ze strony jakiegokolwiek lekarza medycyny ani przede mną, ani po mnie. Dowiodłem, że prawa Nieskończoności są całkowicie wystarczające, gdy umiejętnie się je wykorzystuje”.

Gdy wyruszysz w teren, lekarze medycyny będą krążyć wokół Ciebie jak sępy nad chorą krową, wydłubią Ci oczy i nabiją sobie kiesę rezultatami Twojej pracy — to jedyny pożytek, jaki będziesz z nich mieć.

<<Rozdział 14

Rozdział 16.>>



[1] Prawdopodobnie chodzi o dodatnią i ujemną polaryzację komórki nerwowej [przyp. MM]

[2] Nawiązanie do Objawienia św. Jana, gdzie jest mowa o siedmiu duchach wokół tronu [przyp. MM]